To Hołownia powiedział Tuskowi? Druzgocące słowa
Szymon Hołownia w ostatni piątek wypowiedział na antenie Polsatu słowa, które wzbudziły wiele emocji w przestrzeni publicznej. Marszałek Sejmu mówił o „zamachu stanu”, do którego miał być namawiany. Słowa polityka wywołały spore emocje wśród koalicjantów. Ten temat stał się przedmiotem rozmowy Tomasza Sekielskiego z Rochem Kowalskim na kanale „SEKIELSKI” na YouTube.
– Jestem w stanie sobie ten rebranding (Polski 2050 – red.) wyobrazić w ten sposób, że Polska 2050 przestanie być partią koalicyjną, a stanie się partią opozycyjną – mówił Roch Kowalski w programie Tomasza Sekielskiego.
W pewnym momencie Tomasz Sekielski przytoczył słowa, które miał skierować do Donalda Tuska Szymon Hołownia, lecz nie dodał, w jakich dokładnie okolicznościach miały one paść. Mimo wszystko ich przekaz jest poważny.
– No tak, tylko przyspieszone wybory dziś w tej sytuacji oznaczają koniec z Hołowni w polityce. Ja wiem, że Hołownia miał odpowiedzieć Tuskowi, że mnie nie będzie w Sejmie, a ty będziesz siedział czy tam mieli zasugerować to razem z Czarzastym i Kosiniakiem-Kamyszem – mówił Sekielski.
– Ja nie do końca wiem, czy ta sytuacja jest do analizy pod kątem publicystyczno- politologicznym, czy ona jest jednak do analizy pod kątem psychoanalitycznym. Tylko to jest już pytanie o motywację chyba bardziej emocjonalnej – odparł Roch Kowalski.
— Wydaje mi się, że tutaj jednak prokuratura i Waldemar Żurek pokażą, że okej, jest doniesienie, bo doniesienie zostało złożone już zaraz w piątek po tym wywiadzie, znaczy pewnie wysłane jakąś drogą w poniedziałek prokuratura to odbierze oficjalnie i wcale się nie zdziwię, jeśli Waldemar Żurek podejdzie do tego bardzo poważnie i Szymon Hołownia zostanie wezwany i będzie musiał się tłumaczyć z tych słów, bo to jest na wielu poziomach katastrofalnie nieodpowiedzialna wypowiedź – mówił prowadzący.
Szymon Hołownia i słowa o zamachu stanu
– Wielokrotnie proponowano mi, sugerowano, rozpytywano mnie czy jestem gotowy przeprowadzić zamach stanu, bo do tego się to sprowadza – mówił Hołownia w Piątek na antenie Polsatu.
Prowadzący natychmiast dopytywał o konkretne nazwiska, lecz marszałek Sejmu stwierdził, że „przyjdzie czas, że będziemy o tym rozmawiać”.
– Zamachu stanu ze mną się nie zrobi. Nie głosowałem na Karola Nawrockiego, to nie był mój kandydat, natomiast jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wole większości wyborców, odebrać przysięgę od prezydenta, zapewnić ciągłość zwierzchnictwa sił zbrojnych, władzy w Polsce i rozmawiać z prezydentem, z którym mamy rozbieżne poglądy na bardzo wiele spraw – podkreślił.
— Ja to nazywam zamachem stanu. To oczywiście nie wypełnia kryteriów prawdopodobnie prawnych zamachu stanu, ale ja mówię o zamachu stanu, mając na myśli sytuację, w której prezydent został wybrany, a ja mówię: no nie podoba mi się ten prezydent, to może ja go nie zaprzysięgnę – kontynuował marszałek Sejmu.
Mimo wszystko polityk nie podał konkretnych nazwisk, ale zaznaczył jednocześnie, że przychodzili do niego „politycy, prawnicy, różni ludzie, którzy byli (…) sfrustrowani wynikiem wyborów prezydenckich”.
– Ale z tego powodu, że wygrał nie ten kandydat, który mi się podobał, nie wynika, że można państwo zawiesić i robić jeszcze raz wybory i będziemy sobie wybierać do skutku – wyjaśnił. – Uniknęliśmy rozpadu państwa, dezintegracji państwa – dodał.
– To było testowanie, co ja zrobię. Mieliśmy też na ten temat rozmowę w gronie liderów i kiedy (…) padło ze strony premiera Donalda Tuska takie pytanie – „no to panowie, pojawiają się takie głosy, co robimy?” – chcę powiedzieć, że ja miałem jednolite zdanie z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i Włodzimierzem Czarzastym – wyjaśnił Hołownia.
– Tu muszę powiedzieć, że w 100 proc. się zgadzaliśmy także z innymi liderami koalicji – podkreślił.
Słowa padają około 14 min i 30 sec.
Źródło: YouTube, Polsat