Sensacyjne słowa prezes SN ws. wyborów
Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska udzieliła wywiadu na antenie Radia Zet, w trakcie którego wypowiedziała się na temat wyborów prezydenckich i rozpatrywanych protestów wyborczych. Padł także temat niedawnych działań ze strony posła Koalicji Obywatelskiej Romana Giertycha.
Zobacz też: Burza ws. wyborów. Sensacyjne wieści z PSL
Wybory prezydenckie odbyły się 18 maja (pierwsza tura) i 1 czerwca (drug tura). W ostatecznym rozstrzygnięciu zwyciężył kandydat obywatelski popierany przez Prawo i Sprawiedliwość — Karol Nawrocki, który otrzymał ze strony głosujących Polaków 50.89 proc. głosów. Z kolei jego kontrkandydat prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski otrzymał 49.11 proc. głosów Polaków.
Po zakończeniu wyborów nie zabrakło mocnych komentarzy, a wręcz zarzutów dotyczących nieprawidłowości w procesie wyborczym. Główne zarzuty odnoszą się do błędów w liczeniu głosów w niektórych komisjach.
Do 16 czerwca można było zgłaszać protesty wyborcze, które będą teraz rozpatrywane przez Sąd Najwyższy. To również ten organ zadecyduje o ważności wyboru nowego prezydenta.
Prezes Małgorzata Manowska o wyborcach
Prowadzący rozmowę Bogdan Rymanowski zapytał prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską o to, czy protesty wyborcze wpłyną na wynik wyborów prezydenckich. — O tym będzie decydował Sąd Najwyższy po rozpoznaniu protestów – odpowiedziała prawniczka.
Z dalszych informacji przekazanych przez Małgorzatę Manowską wynika, że do organu wpłynęło około 50 tys. protestów wyborczych. – Ta liczba już przekroczyła 50 tys., ale czekamy jeszcze na informację z Poczty Polskiej, czy coś jeszcze przyjedzie do SN – mówiła na antenie radia.
— Indywidualnych protestów jest kilkaset sztuk. Ponad 90 proc. (ze wszystkich złożonych protestów – red.) to są protesty powielane, których wzór został udostępniony przez posła Giertycha. Pracownicy SN nazywają je „giertychówkami”. Kilka tysięcy protestów to wzór udostępniony przez pana Wawrykiewicza – dodała.
— Z tych „giertychówek”, które wpłynęły do SN, bardzo duża liczba – parę tysięcy protestów – ma PESEL-e posła Giertycha, bo ludzie nie potrafili nawet wpisać swojego PESEL-u. Protest, który jest dotknięty tego typu wadami będzie pozostawiony bez rozpoznania – wspomniała sędzina.
Małgorzata Manowska mówiąc o tego typu protestach wyborczych powiedziała, że „taka nieodpowiedzialna akcja, lekkomyślność nie dokuczyła sędziom, nie dokuczyła mnie, jako prezesowi, tylko dokuczyła pracownikom SN”.
– Jeśli wpływa w ciągu paru dni 50 tys. pism procesowych, to proszę sobie wyobrazić ten proces organizacyjno-technicznie. Trzeba każdą z przesyłek otworzyć, przeczytać, ostemplować, zarejestrować w systemie i puścić dalej do oceny – powiedziała prezes Sądu Najwyższego.
Podało także pytanie o to, czy Sąd Najwyższy zdąży do 2 lipca rozpatrzeć wszystkie złożone protesty wyborcze.
— Nie można powiedzieć tego z całą pewnością, bo nie wiem, jakie wrogie akcje są przed nami. Zasypywanie SN jakimiś pismami, różne akcje sprzeczne z prawem – mieliśmy tego przykłady – odpowiedziała Manowska.
— Pracownicy SN wykonali tytaniczną robotę. Wszyscy zgłosili się do dobrowolnej pracy. Akcja posła Giertycha i Wawrykiewicza spowodowała tylko to, że pracownicy SN w czerwcowy weekend, zamiast spędzać z rodzinami, przyjaciółmi, siedzieli w SN i pracowali – dodała.
Padło również pytanie o możliwość ponownego przeliczenia głosów oddanych w wyborach.
— Ot tak sobie nie. Żaden organ ani sąd nie ma takiego uprawnienia, żeby ot tak sobie nakazać ponowne przeliczenie. Wpływają protesty wyborcze, każdy jest rozpoznawany w granicach zarzutów, jakie są tam podniesione – tłumaczyła Małgorzata Manowska.
Źródło: Interia, Radio Zet