Sędzia postawił się Żurkowi. Niecodzienna sytuacja
Sędzia Przemysław Radzik nie uznaje decyzji o swoim odwołaniu. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” podkreśla, że decyzje ministrów sprawiedliwości – zarówno Adama Bodnara, jak i jego następcy Waldemara Żurka – uważa za nieważne. Zapowiada, że pozostanie na stanowisku do końca kadencji, mimo że został z niego odwołany.
Sędzia Przemysław Radzik został odwołany z funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych na początku kwietnia bieżącego roku decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Jego następca, Waldemar Żurek, utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy.
Mimo to Radzik wciąż zajmuje swój gabinet i wykonuje obowiązki, powołując się na uchwałę Krajowej Rady Sądownictwa, która – jak twierdzi – potwierdza bezprawność i nieskuteczność decyzji o jego odwołaniu. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” sędzia zapowiada, że przekaże obowiązki dopiero w czerwcu przyszłego roku, po zakończeniu zgodnie z przepisami swojej kadencji.
Sędzia Radzik przeciw
Należy dodać, że zgodnie z przepisami rzecznicy dyscyplinarni nie mogą być odwoływani w trakcie kadencji, dlatego sędzia Radzik uznaje działania byłego ministra Bodnara za przekroczenie uprawnień, a nawet – jak ocenia – za czyn wypełniający znamionach przestępstwa.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą” sędzia Przemysław Radzik odniósł się do zapowiadanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości zawiadomienia do prokuratury, które ma dotyczyć jego oraz innych rzeczników dyscyplinarnych – Piotra Schaba i Michała Lasoty. To im zarzuca się prowadzenie postępowań wobec sędziów stosujących orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE.
— Nie jest prawdą, że ścigaliśmy sędziów za zadawanie pytań prejudycjalnych, stosowanie konstytucji czy orzecznictwa TSUE. To absolutnie kłamliwe tezy, mające na celu ośmieszenie działań rzeczników dyscyplinarnych, pozwalające na formułowanie w przestrzeni publicznej względem nas każdego, nawet najbardziej wymyślnego zarzutu, jak chociażby ten, że przez naszą działalność Polska nie otrzymywała pieniędzy z KPO – mówił Radzik.
– Należy jednak pamiętać, że tych wielu sędziów, o których w pytaniu wspomniała pani redaktor, wypowiada się we własnych sprawach, prezentując stanowisko upolitycznionych stowarzyszeń sędziowskich, w szeregach których często występują w różnym charakterze. Wielu z nich rozpowszechnia względem nas – rzeczników – nieprawdziwą narrację, której obywatel nie ma możliwości zweryfikowania – powiedział sędzia.
Radzik uznał działania resortu za próbę powtórzenia scenariusza z ubiegłego roku. Jak przypomniał, wówczas – po zarzutach o odmowę przekazania akt tzw. „rzecznikom specjalnym” powołanym przez ministra sprawiedliwości – prokuratorzy mieli siłą wejść do sekretariatu, sforsować metalowe szafy i zabrać dokumenty, w tym dotyczące obecnego ministra sprawiedliwości.
Zdaniem sędziego nowa rzeczniczka dyscyplinarna, Joanna Raczkowska, zmierza w tym samym kierunku, ponieważ wystąpiła do Krajowej Rady Sądownictwa o przekazanie akt, których – jak twierdzi Radzik – rada w ogóle nie posiada.
Sędzia podkreślił, że ani on, ani jego dawni współpracownicy nie zamierzają przekazać dokumentacji. Uzasadnia to tym, że osoby powołane przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka – jego zdaniem – nie mają prawa pełnić funkcji rzecznika dyscyplinarnego ani jego zastępców, gdyż ich nominacje były bezprawne.
— Nie możemy ich wydać, gdyż osoby powołane przez ministrów Bodnara i Żurka, z uwagi na bezprawność tych powołań, nie pełnią funkcji rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i jego dwóch zastępców – mówił sędzia Radzik.
Źródło: Rzeczpospolita, Onet