Druzgocące słowa zatrzymanej urzędniczki. To straszne
Anna Wójcik udzieliła wywiadu dla wPolsce24. Kobieta mówiła między innymi o przyżyciach, które napotkała po swoim zatrzymaniu, które miało miejsce w styczniu bieżącego roku.
Anna Wójcik to była dyrektor biura premiera w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) za czasów, gdy urząd ten sprawował Mateusz Morawiecki. Sprawa, w której jest zamieszana, dotyczy śledztwa związanego z nieprawidłowościami w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS).
W styczniu 2025 roku Anna Wójcik została zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) wraz z dwiema innymi osobami – jej mężem oraz Pawłem Kleszczewskim, właścicielem agencji PR.
Prokuratura postawiła jej zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjęcia korzyści majątkowej w wysokości 3,5 miliona złotych. Łapówka miała być związana z wpływaniem na wynik zamówienia publicznego dotyczącego dostawy agregatów prądotwórczych. Po zatrzymaniu trafiła do aresztu na trzy miesiące, co wywołało liczne kontrowersje i reakcje polityczne.
3 kwietnia prokurator uchylił wobec kobiety areszt, co pozwoliło jej wyjść na wolność. Decyzja ta była argumentowana m.in. dobrem jej dziecka z autyzmem, o co apelowali politycy Prawa i Sprawiedliwości, w tym Michał Wójcik i Anna Milczanowska, zwracając się do prokuratora generalnego Adama Bodnara. Wójcik sama twierdzi, że jej aresztowanie miało charakter polityczny.
Anna Wójcik w rozmowie z wPolsce24
Wójcik udzieliła wywiadu dla telewizji wPolsce24. Kobieta powiedział między innymi o chwili zatrzymania i odczuciach, które jej wówczas towarzyszyły.
— Moje życie legło w gruzach o godzinie 6:05, 29 stycznia, w momencie, kiedy funkcjonariusze CBA wkroczyli mi do domu. To jest nawet dla mnie, dorosłej kobiety, traumatyczne przeżycie, kiedy po prostu razem z mężem zostaliśmy odizolowani, w jednej sekundzie wyprowadzeni z domu, wywiezieni do Katowic, i pozostawiliśmy dwójkę dzieci, oprócz syna, mam 12-letnią córkę, i pozostawiliśmy w domu, w sypialniach, śpiące dzieci – mówiła kobieta.
— Oczywiście, zapewniliśmy im opiekę, przyjechała osoba z rodziny, która się zajęła dziećmi, ale to jest straszne, doprowadzona byłam do zamknięcia i zero kontaktu z dziećmi. Głównie chodziło mi o dziecko, o to, jak mój syn autystyk po prostu obudzi się i zobaczy że że mnie nie ma – powiedziała Anna Wójcik.
Źródło: wpolityce.pl