Katastrofalna informacja dla Żurka. Szokujące wieści obiegły media

Dziennikarz Szymon Jadczak opublikował w serwisie X wpis, w którym krytycznie odniósł się do działań prokuratury w sprawie dotyczącej giełdy kryptowalut Zondacrypto. Według jego relacji w postępowaniu pojawił się szereg problemów organizacyjnych, które – jak twierdzi – doprowadziły do chaosu w pierwszych dniach śledztwa.

Jak przypomina dziennikarz, w piątek minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował o wszczęciu śledztwa w sprawie podejrzeń dotyczących oszustw oraz prania pieniędzy przez Zondacrypto. Zdaniem Jadczaka po tej zapowiedzi nie podjęto jednak natychmiastowych działań procesowych.

– Straciliście pieniądze w Zondacrypto? To lepiej tego nie czytajcie. Absolutna KOMPROMITACJA prokuratury. Jak z tego nie będzie dymisji, to znaczy, że @donaldtusk ma gdzieś 30 tys. ofiar Zondy – napisał Jadczak.

W swoim wpisie wskazał m.in., że prokurator, który zainicjował postępowanie, miał przebywać w tym czasie na urlopie. Jednocześnie – jak twierdzi dziennikarz – śledczy wyznaczony do prowadzenia sprawy został przeniesiony z Gliwic do Katowic bez wcześniejszej rozmowy z przełożonymi.

Według Jadczaka, gdyby do niej doszło, okazałoby się, że prokurator wcześniej współpracował z firmą Zondacrypto przy innych sprawach i nie mógłby prowadzić postępowania dotyczącego tej spółki.

Dziennikarz relacjonuje także sytuację z początku tygodnia. Jak napisał, w poniedziałek prokurator z Gliwic wrócił do pracy w swojej jednostce, natomiast śledczy z Katowic przebywał na urlopie.

W tym czasie – według Jadczaka – policjanci mieli czekać na formalne dokumenty umożliwiające wejście do biur spółki i zabezpieczenie materiałów.

Waldemar Żurek ma problem?

— Prokurator, który wszczął śledztwo, pojechał na wakacje. Z prokuratorem, który miał prowadzić śledztwo, nikt nie porozmawiał, tylko go po prostu przerzucono z Gliwic do Katowic. Gdyby z nim porozmawiano, szefostwo prokuratury dowiedziałoby się, że akurat ten śledczy współpracował z Zondą przy innych sprawach, więc nie może prowadzić tej sprawy. W poniedziałek prokurator z Gliwic wrócił do siebie, prokurator z Katowic był na wakacjach, a policjanci czekali na kwit, żeby wejść do biur Zondy. Bezskutecznie – napisał Jadczak.

W poście pojawia się również informacja o sygnałach od pracowników firmy. Jak twierdzi dziennikarz, mieli oni alarmować, że w siedzibie spółki niszczone są dokumenty oraz inne potencjalne dowody. Według jego relacji w poniedziałek wieczorem pracownicy mieli usłyszeć polecenie zresetowania komputerów i telefonów do ustawień fabrycznych.

— W tym czasie pracownicy Zondy alarmowali, że są niszczone dowody i dokumenty. A w poniedziałek wieczorem wszyscy usłyszeli, żeby zresetować komputery i telefony do ustawień fabrycznych, a w prokuraturze na gwałt zaczęli ściągać z wakacji prokuratora, który wszczął śledztwo. I tu jest dobra wiadomość! Prokurator wraca z wakacji i jutro będzie w pracy! Wow – czytamy.

Jadczak podkreśla, że redakcja Wirtualnej Polski – w której pracuje – od piątku informowała o możliwym niszczeniu dowodów w tej sprawie. Jak zaznaczył, mimo tych sygnałów działania zabezpieczające miały nie zostać podjęte.

Według dziennikarza zamieszanie wokół śledztwa ma mieć związek ze zmianami organizacyjnymi w prokuraturze na Śląsku. W swoim wpisie wskazał na prokuratora Marka Wełnę, który – jak napisał – rozpoczął w regionie reorganizację pracy jednostek. Jadczak przypomniał przy tym, że Wełna wcześniej nadzorował umorzenie zarzutów wobec Romana Giertycha, co w przeszłości było szeroko komentowane w mediach.

Na koniec dziennikarz stwierdził, że obecnie sytuacja w sprawie jest nieuporządkowana, a do redakcji mają nadal napływać informacje od pracowników spółki, którzy – jak twierdzi – wskazują na brak zabezpieczenia dokumentów i materiałów w firmie.

 

Źródło: Wirtualna Polska, money, media społecznościowe – Szymon Jadczak