Wielka awantura w rządzie Tuska. Sensacyjne wieści
Ponad godzina ostrych sporów, wzajemne pretensje i nerwowe reakcje premiera – wtorkowe posiedzenie Rady Ministrów zamiast rutynowej dyskusji zamieniło się w pokaz napięć narastających wewnątrz koalicji. Wszystko przez projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, który – mimo wcześniejszych ustaleń – wrócił na rządowy stół w niezmienionej, kontrowersyjnej formie.
Ponadgodzinna kłótnia na posiedzeniu Rady Ministrów ujawniła głębokie pęknięcia w koalicji rządzącej. Według doniesień medialnych premier Donald Tusk miał poczuć się wprowadzony w błąd przez część ministrów w sprawie projektu ustawy wzmacniającej kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy.
Jak relacjonuje TVN24, zapalnikiem konfliktu były przepisy dotyczące walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B.
Awantura w rządzie
Zgodnie z propozycją inspektorzy PIP mogliby samodzielnie wskazywać osoby, których forma zatrudnienia powinna zostać zmieniona na umowę o pracę. Pomysł ten od początku budził opór części rządu i – jak ustalono wcześniej – miał zostać wycofany z projektu.
Tym większe było zdziwienie premiera, gdy kontrowersyjne zapisy ponownie pojawiły się w dokumentach, a dodatkowo zostały zgłoszone jako jeden z tzw. kamieni milowych w Krajowym Planie Odbudowy. Tusk domagał się wyjaśnień od ministry pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk oraz ministry funduszy Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, uznając, że wcześniejsze ustalenia zostały zignorowane.
Atmosfera na sali szybko się zagęściła. Gdy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek próbował tonować emocje, mówiąc: „drodzy państwo, może spróbuję załagodzić, wylać trochę oliwy na wzburzone morze”, premier miał odpowiedzieć krótko: „Waldemarze, ja cię błagam, nie wtrącaj się”.
Dodatkowo Tusk oraz Maciej Berek zarzucali ministrze pracy, że „chciała przemycić swoje poglądy do ustawy”. Sama zainteresowana ripostowała, że uznaje to raczej za komplement. Według TVN24 premiera najbardziej zirytowały jednak „długie i niekonkretne” tłumaczenia.
Źródło: Onet