Sensacyjny ruch Hołowni. Koalicjanci są wściekli
Szymon Hołownia w ostatni piątek na antenie Polsatu wypowiedział się na temat zamachu stanu. Słowa marszałka Sejmu odbiły się szerokim echem w mediach. Koalicjanci cytowany przez portal Wirtualna Polska nie kryją brak zadowolenia z ruchu lidera Polski 2050.
— Nie możemy i nie powinniśmy ujawniać treści rozmów liderów. Osoby odpowiedzialne za rząd muszą mieć do siebie zaufanie, że mogą dyskutować o najtrudniejszych sprawach. Choćby tylko hipotetycznie i krytycznie. Takie wywlekanie szczegółów spowoduje, że wszyscy będą się krygować, a jak wtedy omawiać tematy trudne? – mówi nieoficjalnie portalowi Wirtualna Polska bliski współpracownik jednego z liderów koalicji.
Autor tekstu na ten temat — Patryk Michalski — podkreślił w swoim tekście, że „Szymon Hołownia swoimi piątkowymi wypowiedziami w Polsat News kolejny raz nadużył zaufania pozostałych liderów, a do tego wywołał poważny kryzys”.
— Słowa Szymona Hołowni wyrządziły ogromne szkody całej koalicji i po raz kolejny jemu samemu. To nie tylko są nieodpowiedzialne słowa, bo one przede wszystkim nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – powiedział dla WP poseł Koalicji Obywatelskiej Mariusz Klimczak.
— Cenię Szymona Hołownię jako marszałka Sejmu, bo dobrze wykonuje swoje obowiązki, ale musi zdawać sobie sprawę, że swoimi wypowiedziami dostarcza PiS-owi wysokooktanowe, lotnicze paliwo do uprawiania polityki – dodaje Witczak.
Poseł PSL Jarosław Rzepa także skomentował sytuację związaną z zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego na prezydenta, podkreślając, że decyzja o zwołaniu Zgromadzenia Narodowego 6 sierpnia jest ostateczna i nie ma sensu ujawniać politycznych kulisów, tak jak to zrobił Szymon Hołownia.
Jednocześnie skrytykował Szymona Hołownię za nieprzemyślane wypowiedzi, sugerując brak doświadczenia i apelując o większą odpowiedzialność w ramach koalicji. Głos zabrał także Krzysztof Śmiszek z Lewicy, który wskazał między innymi, że Szymon Hołownia „sięga pewnej granicy, zza której późno będzie zawrócić”.
Szymon Hołownia i wywiad w Polsacie
– Wielokrotnie proponowano mi, sugerowano, rozpytywano mnie czy jestem gotowy przeprowadzić zamach stanu, bo do tego się to sprowadza – skomentował Hołownia.
Prowadzący natychmiast dopytywał o konkretne nazwiska, lecz marszałek Sejmu stwierdził, że „przyjdzie czas, że będziemy o tym rozmawiać”.
– Zamachu stanu ze mną się nie zrobi. Nie głosowałem na Karola Nawrockiego, to nie był mój kandydat, natomiast jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wole większości wyborców, odebrać przysięgę od prezydenta, zapewnić ciągłość zwierzchnictwa sił zbrojnych, władzy w Polsce i rozmawiać z prezydentem, z którym mamy rozbieżne poglądy na bardzo wiele spraw – podkreślił.
— Ja to nazywam zamachem stanu. To oczywiście nie wypełnia kryteriów prawdopodobnie prawnych zamachu stanu, ale ja mówię o zamachu stanu, mając na myśli sytuację, w której prezydent został wybrany, a ja mówię: no nie podoba mi się ten prezydent, to może ja go nie zaprzysięgnę – kontynuował marszałek Sejmu.
Mimo wszystko polityk nie podał konkretnych nazwisk, ale zaznaczył jednocześnie, że przychodzili do niego „politycy, prawnicy, różni ludzie, którzy byli (…) sfrustrowani wynikiem wyborów prezydenckich”.
– Ale z tego powodu, że wygrał nie ten kandydat, który mi się podobał, nie wynika, że można państwo zawiesić i robić jeszcze raz wybory i będziemy sobie wybierać do skutku – wyjaśnił. – Uniknęliśmy rozpadu państwa, dezintegracji państwa – dodał.
– To było testowanie, co ja zrobię. Mieliśmy też na ten temat rozmowę w gronie liderów i kiedy (…) padło ze strony premiera Donalda Tuska takie pytanie – „no to panowie, pojawiają się takie głosy, co robimy?” – chcę powiedzieć, że ja miałem jednolite zdanie z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i Włodzimierzem Czarzastym – wyjaśnił Hołownia.
– Tu muszę powiedzieć, że w 100 proc. się zgadzaliśmy także z innymi liderami koalicji – podkreślił.
Źródło: Wirtualna Polska