Tragedia w Warszawie. Wstrząsające informacje
Tragedia w Warszawie. We wtorek samochód osobowy wjechał w przystanek autobusowy przy ulicy Woronicza. Jedna osoba zmarła na miejscu, pięć, w tym dziecko, trafiło do szpitala. Jednak kobieta zmarła po przewiezieniu do szpitala. Łącznie w tym tragicznym zdarzeniu zmarły dwie osoby.
Po zdarzeniu w szpitalu przebywają trzy kobiety — 33-latka, 34-latka i 48-latka, które przyjęto z obrażeniami głowy i kończyn dolnych. Natomiast 3,5-letnie dziecko zostało przewiezione w stanie ciężkim, ale stabilnym. Ma ono uszkodzoną twarzoczaszkę — zwłaszcza żuchwę oraz kończyny dolne.
W sprawie kierowcy prokuratura złożyła wniosek o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu. Wniosek jest motywowany przede wszystkim tym, że mężczyźnie grozi surowa kara i są obawy przed jego ucieczką.
Wcześniej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował o wszczęciu śledztwa w kierunku spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której śmierć poniosły dwie osoby. — Czyn ten zagrożony jest karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 — mówił prok. Skiba cytowany przez media.
Z dalszych informacji przekazanych w tej sprawie wynika, że prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów kierowcy. Przeprowadzono sekcje zwłok dwóch ofiar. Dodatkowo powołano biegłych do zbadania przebiegu zdarzenia.
— Z dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że mężczyzna kierował samochodem z przekroczeniem prędkości dozwolonej w tym miejscu — powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba.
Tragedia w Warszawie
Mężczyzna, który spowodował wypadek na ulicy Woronicza w Warszawie miał mieć w przeszłości odebrane prawo jazdy. Był też karany za spowodowanie wypadku w ruchu lądowym.
— Z informacji, które uzyskaliśmy, wynika, że w lutym tego roku ten kierowca odzyskał uprawnienia do kierowania pojazdami mechanicznymi. Wcześniej był karany za spowodowanie wypadku w ruchu drogowym — powiedział prok. Skiba.
Źródło: Onet
Foto: Pixabay